Martwy kanał — dlaczego ta strona wygląda tak, jak wygląda
Skąd w ogóle to zdanie
„The sky above the port was the color of television, tuned to a dead channel" — zdanie z otwarcia *Neuromancera*, które czytałem pierwszy raz jako nastolatek i które od tamtej pory wraca do mnie za każdym razem, gdy widzę za oknem niebo w kolorze odbioru bez sygnału. Pochmurne popołudnie we Wrocławiu i martwy kanał to w gruncie rzeczy to samo: obraz jest, tylko nie ma w nim nikogo.
Nazwa domeny padła więc szybko. Logo poszło w tym samym kierunku — jedna chmura, deszcz, żadnych uśmiechów i tęcz.
Zasady, które sobie narzuciłem
Strona jest celowo uboga:
- ciemne tło, jeden akcent — limonka pojawia się tylko tam, gdzie coś się dzieje (krople w logo, stan ONLINE, aktywne elementy);
- zero frameworków — cztery pliki HTML, jeden CSS, animowany deszcz bez bibliotek;
- typografia zamiast ilustracji — Space Grotesk w nagłówkach, IBM Plex Sans w tekście, monospace tam, gdzie robi za terminal;
- tekst ma być czytany, nie podziwiany — żadnych karuzel, wyskakujących banerów ani cookie-walli, których nikt nie chciał.
Dlaczego nie „zrobiłem sobie ładniej"
Bo „ładniej" zwykle znaczy „drożej i wolniej", a ta strona ma być lekka jak pocztówka. Cały CSS mieści się w jednym pliku, którego da się przeczytać w całości i spokojnie zmodyfikować za pół roku. Jeśli coś tu wygląda staro — to celowo. Martwy kanał nie refreshuje się sam.
Po prawej stronie (a na telefonie u góry) zostaje mały status ONLINE — bo mimo całej tej ponurej otoczki serwer działa, a ja też. Pochmurno, ale nadaje.
Chcesz pogadać o designie albo o *Neuromancerze* — <a href="mailto:grzegorz@pochmurny.net">grzegorz@pochmurny.net</a>.